czwartek, 21 sierpnia 2014

z dziećmi i rowerami przez polskie wybrzeże

Łojezu nie wiem od czego zacząć!!!!
bo niby co Wam opowiedzieć - że było genialnie i tak jak my lubimy ?? :)
trasa Świnoujście - Hel
10 dni na rowerach
471 kilometrów przejechane
3 dorosłych (pod koniec tylko 2)
2 dzieci
1 dętka popsuta - 4 łatki zamontowane
2 opony do przyczepki

No i zaczynamy.

Dzień 1 



Pociąg z Warszawy do Świnoujścia przywiózł nas z godzinnym opóźnieniem. Dzięki temu nie czekaliśmy za długo, by dostać się na latarnię morską  :)
Opłacało się poczekać. A i okazało się, że jest najwyższa na jaką weszliśmy. Po zwiedzaniu latarni ruszyliśmy szlakiem R-10 w stronę Helu. Szlak R-10 prześladował nas do końca trasy.
Nie jechaliśmy nim cały czas, bo jego oznakowanie czasami nagle znika i pojawią się nie zawsze tam gdzie się tego spodziewamy. Przydałaby się Polska mapa tego szklaku.
Pierwszy postój to Międzyzdroje - miasto szybko przejechaliśmy i dotarliśmy do placu zabaw - chłopaki mieli chwilę na wybudzenie się, a my czas na przygotowanie obiadu. Tak dobrze czytacie - przygotowanie obiadu. Obiady robiliśmy sami (prawie wszystkie) na kuchence turystycznej. Zjadali ze smakiem :)
Pierwszy dzień nie potraktował nas łaskawie - gdzieś w okolicy drugiej latarni morskiej przy drodze 102, przed miejscowością Kołczewko zatrzymaliśmy się pod wiatą, bo złapał nas godzinny deszcz!
Lało porządnie!
Po deszczu dalej siadamy na rowery i w drogę. Przed nami (dosłownie) zamknęły się szlabany przed mostem zwodzonym w Dziwnowie. Chłopaki mieli niezłą atrakcję bo nagle asfalt podniósł się do góry :)
Dzień zakończyliśmy gdzieś pomiędzy Łukęcinem a Pobierowem. Spanie oczywiście w namiotach - więc kolejna atrakcja dla chłopaków.
Ilość przejechanych kilometrów - 57

Dzień 2 
Ruszamy gdzieś koło 10 - kierunek Hel :) Pierwsze miasto i chwila postoju to Trzęsacz. Chłopaki wreszcie dotarli do morza i mogli wreszcie dotknąć nogami piasku.
Nie trwało to długo bo chcieliśmy jechać dalej - ale już wiadomo, że piasek i woda to dwie najważniejsze rzeczy, które po prostu muszą być!
Zaraz za Rewalem mamy kolejną latarnię morską w Niechorzu. Tu mamy czas na obiad no i obowiązkowo wchodzimy na samą górę :)
Po drodze po przejechaniu dawnych terenów wojskowych (przed Mrzeżynem), spotykamy przemiłych Państwa z Kołobrzegu, którzy powiedzieli nam że do Ustronia Morskiego dojedziemy ścieżką rowerową wzdłuż wybrzeża. Sprawdziliśmy i faktycznie ścieżka jest rewelacyjna. Dzień kończymy po przejechaniu 57 kilometrów, dokładnie 2 km przed Kołobrzegiem.
Dzień 3 
Kołobrzeg - zaskakuje nas miejscowymi kolarzami - są mega szybcy!!!!!
Obowiązkowo plaża - zwiedzanie latarni morskiej było chyba przy okazji :)
Chłopaków od piasku odciągnąć nie można więc dziś wieczorem będą mieli go pod dostatkiem :)
Ścieżka do Ustronia jest naprawdę świetna (choć czasami wąska). I wielu na nich rowerzystów można spotkać.
Aby chłopaki wreszcie mieli nadmiar piasku wszędzie - dziś robimy im biwak na plaży w okolicy miejscowości Łazy. Przejechane 55 km :)
Dzień 4
Dzień skończył nam się szybciej niż planowaliśmy. Najpierw musimy odjechać trochę od morza bo okazuje się że pieszy szlak który idzie wzdłuż morza prowadzi po plaży, a rowerów z obciążeniem po piasku pchać nie chcemy!
Ale za to po drodze mijamy "naszą" miejscowość - obowiązkowo zdjęcie :)
Dokładnie przed Darłowem mamy obowiązkowy postój - potężna burza i ulewa zatrzymują nas na dwie godziny. Na skraju lasu robimy biwak i ognisko po deszczu :)
Przejechane tylko 34 km

Dzień 5
Ruszamy wcześniej, ale czujemy się bardzo wypoczęci po wczorajszym dniu. Dziś omijamy tereny wojskowe i aż do Ustki jedziemy z dala od morza. Ustka zaskakuje nas niską latarnią morską - ale rekompensujemy sobie to ogromnymi lodami!
Dzień kończymy gdzieś przy Poddąbiu, całkowicie niespodziewanie po przejechaniu 58,5 km, bo łapiemy kapcia w przyczepce.
Za to nocleg mamy na pięknym klifie - bez dostępu do morza, co się chłopakom nie bardzo podobało, ale za to z jagodami i górkami do spacerów.
Kapeć okazał się nie taki prosty - bo zeszły cztery łatki.
Dzień 6 
Dziś próbujemy objechać Słowiński Park Narodowy. Nie jest to łatwe bo co chwila pada nam na głowy. Z pomocą przychodzą nam miejscowe przystanki autobusowe. Nie poddajemy się i po deszczu jedziemy dalej :)
Jednak ja wynajdywałam takie skróty, że jechaliśmy znacznie dłużej niż powinniśmy :)
Ilość przejechanych km ok 44.
Śpimy gdzieś za Rumskiem niedaleko źródełka :)

Dzień 7
Na śniadanie jeżyny! Okazało się, że kaszla mleczno-ryżową z jeżynami to najlepsze śniadanie na świecie :)
Dziś pędzimy ile sił w nogach by ominąć Park Narodowy i wrócić do morza. Zapomnieliśmy zrobić sobie zakupy na obiad, a dziś wypadło święto, więc w Choszczewie jemy pyszny obiadek w Restauracji pod Kasztanem
Obiad i burza która ciągle jest za naszymi plecami daje nam masę energii na resztę dnia, bo robimy 70 km. Dojechaliśmy, aż do miejscowości Dębki.

Dzień 8
Biwak zwinęliśmy nad wyraz szybko... ale nie odjechaliśmy daleko. Po 200 metrach mamy usterkę w koleżanki rowerze. Po półgodzinie udało się ją naprawić, ale po przejechaniu chyba z 800 metrów musimy chować się przed burzą. Najpierw chowamy się pod plandeką, ale w przerwie mierzy ulewą a ulewą rozbijamy namiot i tak spędzamy chyba z 1,5 godziny.
Po jakimś czasie udało nam się dotrzeć do Władysławowa gdzie chcieliśmy kupić bilety powrotne. PKP nas nie zaskoczyło, bo oczywiście do poniedziałku nie mieli żadnego biletu - a to była dopiero sobota :)
Za to kupiliśmy nowe opony do przyczepki. Ruszamy dalej. Przed nami piękna ścieżka rowerowa do samego końca Helu. Ale my dojechaliśmy tylko do Kuźnic. Dalej nam się już nie chciało :)
Nocleg na plaży całkowicie pustej i wieczorem i rano :)
Ilość przejechanych kilometrów 42
Dzień 9
A rano wymiana opon. Stare aż krzyczały i prosiły o wymianę od jakiś 50 kilometrów.


Dziś nam już się nie spieszy. Mamy cały dzień na dojechanie do Helu - więc zabawa trwała długo. Po drodze kupujemy w Jastarni bilety na PKP na poniedziałek, a w Helu bilety na prom na jutro.

Mieliśmy dużo czasu więc z chłopakami wybraliśmy się na ogromne naleśniki i do Fokarium. Udało nam się trafić na karmienie. Chłopaki zachwyceni. Resztę dnia mieliśmy dwie foki, a nie dwóch biesów  :)

Po zwiedzaniu szybko musieliśmy uciekać na nocleg bo znów się chmury burzowe zbierały. Dzięki Pani w Muzeum trafiliśmy na cudowna plażę - pustą i trochę odludną. Dla nas idealna!
Dzień 10
To my na plaży. I tak mieliśmy do 12 jak stamtąd odjeżdżaliśmy :) Pusto i pięknie! Aż szkoda było odjeżdżać....
 Ale nie ma lekko bilety kupione trzeba na prom pędzić :)
Prom też był wielką atrakcją chłopaków. W końcu godzinny rejs to jest coś na co czekali cały dzień :)
Gdynia przywitała nas wielkimi statkami bo akurat była parada, ale mieliśmy mało czasu na zwiedzanie bo chcieliśmy dotrzeć na pociąg i dostać się na niego. Nie było to łatwe bo chłopaki byli przebudzeni po drzemce i wyli jak jakieś wyjce - ale może dzięki temu wszystko się udało.
Dzień skoczyliśmy w Warszawie :)

I powiem Wam było cudownie!!!!!

8 komentarzy:

  1. Jesteście mistrzami! ja bym tyle km nie zrobiła rowerem poza tym Maciej chyba nie dałby rady kilka godzin dziennie wysiedzieć grzecznie..ale może się mylę;) Też byliśmy na tej paradzie w Gdyni:) pozdrawiam serdecznie Marta
    ps co sie stało z Krecikiem?

    OdpowiedzUsuń
  2. Krecik musiał być w poniedziałek w pracy i w związku z brakiem biletów zmuszony był wsiąść w pociąg w sobotę w nocy.... Przed samym Helem.... Echhh....

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudnie!
    Okolice rowerowo-znajome - Łeba-Władysławowo-Hel- i też spaliśmy kiedyś w namiocie "gdzie popadnie" i najmilsze nam były bezludne plaże :) Ale to jeszcze przed Janem...
    Może za rok uda się i z nim (polecamy się do towarzystwa jakbyście coś planowali :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to będziemy pisać jak tylko będziemy ruszać na kolejne wyprawy :) a na pewno będziemy :)

      Usuń
  4. Super!
    Widzę, że pogodę mieliście w kratkę, ale i tak było nieźle. A jak z wiatrem? Mam nadzieję, że kilka informacji od nas Wam się przydało.
    Pozdrawiamy ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, super sprawa taka wyprawa. Jak to jest z spaniem w namiocie na plaży, można? Zawsze myślałam, że to zabronione i nie ryzykowałam. A szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W regulaminach plaży jest zakaz na wydmach i w lesi. My też rozkladalismy się przed zachodem słońca i z dala od tych zaludnionych plaż. Zawijamy się o 8-9 a wtedy jeszcze nieliczni się pojawiają :)
      Wiec da się

      Usuń
    2. Super :) Dziękuję za odpowiedź.

      Usuń